sobota, 5 marca 2011

Czarne body dla dzieci zakazane?

Rzecz niby banalna. Wchodzę do sklepu dziecięcego, namierzam pierwszą pomocnie wyglądającą (jeszcze uśmiechniętą) twarz i pytam o body dziecięce. Pada paleta pytań, na które oczywiście wcześniej się przygotowałem (znam rozmiary bodziaków, wiem czym różni się materiał jedno od dwułożyskowego, potrafię organoleptycznie rozpoznać stu procentową bawełnę, i tak dalej). Ekstremum mojej retoryki osiągam, gdy wspominam o detalach: Droga Pani, czy te metki to satyna? Po tym pytaniu, którym raziłem pomocną twarz, mogłem jednoznacznie stwierdzić, że kobieta korzystała z tych samych usług dentystycznych, którym byłem poddawany siłą w dzieciństwie (ósemki naszpikowane ołowiem, jak dobra kasza skwarkami). Pomyślałem, oto moja chwila, doskonale wypracowałem płaszczyznę, więc pora zadać cios. Bez ostrzeżenia, głosem słodkim niczym miód, wypuszczam przeklęte i zakazane (jak się okazało) słowa: Czy mają Państwo czarne body niemowlęce?

Ołowiana twierdza zamyka się. Następne sekundy, oprócz krępującego milczenia, są spontanicznym teatrem, w którym z aktora stałem się reżyserem. Fizys pomocnej twarzy postanowił odprawić szaleńczy taniec od niewiary, przez zdziwienie, po zaniepokojenie i strach. Kalejdoskop emocji w ułamkach sekund, ale ja wciąż czekałem na odpowiedź. Głos uwiązł mi w organach wiatru i dźwięku i jedyne czym mogłem się posłużyć, to niezawodna technika zagrania ciałem. Wygiąłem zatem twarz w temat pytającej litości, i podkreśliłem scenę uniesionymi nieco ramiona (z rękami wciąż przy tułowiu) Wystarczyło. Wystarczyło aby pomocna twarz łaskawie zechciała użyć swych strun: Nie proszę Pana... czarnych nie produkują... ale... właściwie to po co Panu czarne? Odpowiadam zatem (najszczerzej i najbardziej wyczerpująco, jak tylko potrafię): bo lubię czarny kolor. Po krótkiej odprawie na temat błękitu i różu, opuszczam sklep, odprowadzany wzrokiem przez następne 23,5 metra mojej podróży korytarzem w lewo. Wrócę za tydzień. Mam nadzieję, że produkcja ruszy.

Morał dnia owego: Szukajcie... a będzie Wam dane (w pysk).

2 komentarze:

  1. są i czarne i moro - w 2007 roku kupowaliśmy ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Rozumiemy takie problemy, dlatego oferujemy kilka kolekcji czarnych ubrań dla dzieci i rodziców. Powiem więcej my ten sam styl promujemy, bo jest po prostu ekstra! :) Zapraszamy na http://www.irock.pl/

    OdpowiedzUsuń